Historia projektu
Warszawa spotyka Buenos Aires
Kiedy przyszła wojna, polskie tango umarło. Przestało się rozwijać i właściwie już nigdy się nie odrodziło. Jednak przed 1939 rokiem Syrena Rekord, polska wytwórnia płyt gramofonowych działająca w Warszawie, wydała ponad dwa tysiące polskich tang. Poza Argentyną tango było chyba najbardziej popularne właśnie w Polsce. Ale kiedy po wojnie Jerzy Petersburski, twórca największych polskich szlagierów tangowych, znalazł się w Buenos Aires, w tamtejszym związku artystów i autorów muzycznych powiedziano mu, że jego tanga to argentyńskie bolera – melodyczne, ale bez wyrazu, podczas gdy tanga argentyńskie, tłumaczono mu, mają inną energię i drapieżność. Od tego czasu zawsze mnie ciekawiło, czy polskie tanga można zaaranżować w stylu argentyńskiego tanga lat 40., bo właśnie okres wojny w Europie był okresem Złotego Wieku tanga w Buenos Aires. Może chciałem pokazać Argentyńczykom, że w Polsce również kochano tango. Może chciałem zatańczyć do piosenek, które znałem z młodości. A może chciałem wydobyć z zapomnienia muzykę, która odeszła, częściowo dlatego, że większość polskich muzyków tanga była pochodzenia żydowskiego i większość z nich zginęła podczas wojny. Pokazać, że Warszawa tańczyła tango w kabaretach i na podwórkach. Stąd wziął się projekt nagrania kilku polskich tang. Ale pomyślałem sobie, że wszystko musi być argentyńskie. Znalazłem kontakt do Victora Nocelli, muzyka z Buenos Aires, który podjął się napisania nowych aranżacji, czasami z bardzo starych i zniszczonych nagrań Astona, Wiery Gran, Faliszewskiego, polskich piosenkarzy tamtego czasu. Uparłem się tylko, aby te tanga śpiewał Roberto, którego kiedyś słyszałem z orkiestrą w Sacramento i zachwyciłem się jego głosem. Jakimś przypadkiem, Victor miał w swoim zespole skrzypaczkę, która znała Roberto, i tak zdobyliśmy go do projektu. Przez kilka miesięcy pracowaliśmy nad aranżacjami. Przetłumaczyłem z polskiego na castellano oryginalne teksty, które Nora Isabel Poggi dopasowała poetycko do muzyki. Okazało się, że jest poetką i ma wyjątkowy słuch muzyczny. Kiedy muzycy spotykali się w upalnym Buenos Aires na próbach, ja siedziałem w mojej ulubionej kawiarni w Pacific Grove, połączonej z księgarnią, piłem cappuccino z dużą ilością piany i wieczorami odtwarzałem fragmenty ich nagrań. I tak powstał ten projekt.
— Piotr J. Flatau